Oszlifowałem diament…

Kto ma uszy niechaj słucha…

Jest to kontynuacja impresji – https://ozdz11.home.blog/2019/11/18/nieoszlifowany-diament-2/

Z Matką i Ojcem przez puste ulice nocami przemierzam. Kiedy śpicie, lub się głośno do rozpuku bawicie. Ja siły swe wytężam, z wyobraźni moc wykrzesam. Intencja niczym nabój. Serce niczym rewolwer. Miłością walczę, wyciągam swe energetyczne ostrze. Argumentami wykute, skrajnie lśniące. Z literą się uosabiam, jako brat słów, do walki powstaje. O zaszczyty nie dbam, skrzywdzone społeczeństwo – ot co! Mój właściwy kierunek, mój cel. Matko naturo dopomóż, oddaje Ci swe troski, oddaj mi swoje, przewodnikiem Twego głosu zostanę, w betonowym lesie co materią się zowie. Ojciec niebieski przed nieprzyjacielem uchroni mnie, w zaufaniu trwam. Nawet wróg przyłączy się.
Od dawna wątpliwością ludzi poddany, tu i teraz! Wciąż niepokonany, waszej sprawie lojalnie oddany. Wygramy! Nie wierzycie? Zatem znów założmy się. Kata z swego serca z miłością pożegnałem, zdjął swój mroczny kaptur i rzekł. Nie! Ja z Tobą zostaje! Od teraz to co we mnie mroczne i światłe w zgodzie powstaje. W mocy Miłości – słowiańskie powstanie!
Niczym niegdyś – 63 dni chwały, w tle wówczas biegł harcerz mały, z odwagą na czołg rzucił się.
Nie jeden by rzekł, daremne trudy i wysiłki, głupcze poczekaj na posiłki! Jestem niczym ten harcerz mały, niby zwykły szary człowiek, lecz tylko przyjaciele wiedzą, co dudni mi w sercu i w głowie. Godność ponad życie. Boską naturę tak kocham, uwierzycie? A wy za czym w życiu gonicie? Czas na głupoty trwonicie. Przyjdzie czas, że jeszcze uwierzycie. Lecz teraz zanim kurtyna elit zupełnie upadnie, podejdź do beztroskiego dziecka, oczami wyobraźni odziej niczym harcerza. I pomyśl, że przez bezczynność, wróg z potrojoną siłą uderza! Jakie twe zamiary? Czy dobierzesz oręża? Czy wypchniesz do walki małego harcerza? Ulice puste niczym strudzone serca. Psychiczne rany, potencjał spętany. Wygłosze dekalog, w mroczną energię uwikłany! Czwarte przykazanie:
Czcij ojca swego i matkę swoją – tak o to Karma rodziny powstała! W egocentryzm odziana. Lokalnie scentralizowana. Globalne brzemię, tak wymiar matki i ojca ukryty! Tu i teraz uwalniam was , dla zabłąkanych mas. Niech wiedzą, że o matkę naturę i Boga się rozchodzi. Tylko prawda was wyswobodzi! Orężem Twoim niech słowo się stanie! Oczyść swe serce, z obłudnej konsumpcjonizmu gry! Matka otuli i wytrzę łzy, gdy winę i niemoc poczujesz, Ojciec niebieski Cię zawsze miłuje. Tak nas ukochał, że w dobie krzywdy i cierpienia, miłości nie dostrzegamy. Lecz wiedz, że to plan od lat tkany! Niczym zdrajca w purpurę ubrany. Od teraz wzrok Ci jest oddany, za długo niczym ślepiec podążasz, wyścigu szczurów poddany. Prawda od zawsze w Twoim sercu gości, przykrył ją kurz materii, to dla niej oddają swe pasje i namiętności, bez radości, języka miłości. Uniżeni słudzy! Do was słowa te kieruje, nigdy nie jest za późno, nawet w obliczu wroga. Przywitamy ich, dumni i gotowi, gdyż za nami cały legion stoi! Duchy natury, istoty roślin, energie z nami tu i teraz podążają co namroczniejsze charaktery w przyjaciół przemieniają! Sumienia podpalają, żarliwie do powstania wzywają! Anielskie chury, bębny miłości. Zstąpią z nieba, wyjdą z ziemi, to mi podpowiadają szepty dzikiej kniei. Więc nie lękajcie się, bo jestem rozpędzony w drodze po apostolstwo, ufam, że dołączycie się. Nadchodzi czas przymierza, powstań ludu zniewolony, Matka i Ojciec potencjał Ci oddaje, kniei śpiew przygrywa nam, zjednoczmy się, w tym celu trwam, choćbym sam biegł, niczym ten harcerz mały, walczy słowem i męstwem, w tej heroicznej postawie, głupcem nazwany, wątpliwościom poddany, rzucę się w nieuczciwy mrok, który na straty – od zawsze był spisany! Taki o to czas mamy, że głupiec wygrać wojny i bitwy sam może, nie wierzysz? Przecież już wiesz kto nam dopomoże. Bo tam gdzie szczera mowa o zmianach dla zmian, Boska natura protekcje Ci da.

Panie, przyszło mi bronić Twojej czcci, w polemikę z miłością stanąłem, tak jak obiecałem Ci, dopomóż innym w tym zamęcie, nadchodzi nasz czas, wypełnimy przepowiednie, gdzie najczarniejszy mrok – od światła blednie.

W dobie zniewolenia, wyzysku, i fałszu, mówienie prawdy jest aktem rewolucyjnym.

Dziękuje.

Lekkość natury

sunshine and sunrays in the woods

Zasiadł w obliczu natury,
Schronienie dawał mu dąb,
Tu i teraz słucham wiatru,
Co historie roślin niesie.

Co wyszeptać dziś chcecie?
Wiatr szyje myśli wasze,
Ukazują się w umyśle,
Pod płaszczem emocji.

Barwne, takie uroczyste,
Serce dudni, las sie zmienia,
Z wami zmieniam sie i ja,
Dostosuje sie do zmian.

Nie płacz matko, boś potrzebna,
Ojciec tu przyprowadził mnie,
W słowo rozpacz tą przekuje,
Poprowadzi w materii nas.

Betonowy las dosięga kres,
Zapomnienie zmienia się,
Materia się rozpuszcza,
Powrót do źródła, jawi sie.

Jest nadzieja, jest powaga,
Co raz głośniej słychać ją,
Powracają dziś do lasu,
Ci co materie kochać chcą.

Przebacz mi, przebacz nam,
Rozwiej troski nasze znów,
By na nowo tu i teraz,
Stary dom pod dębem rósł.

W Tobie nadzieja, Boski plan,
Zagęszczona materia, opada,
Rozkwita nadzieja, opadam,
Do Twych stóp, wracam.

Zakochany w materii, a jednak,
Jestem, jest nadzieja, skoro,
Troski zabrałaś me, dziękuje,
Obiecuje, postaram się, kocham.

Twe pola, łąki, lasy, strumyk,
I jezioro twe, tak bajecznie,
Naturalny sen, tak blisko, więź,
Na jawie śnie, jednia, głusza.

Szepty kniei powiadają tu,
Teraz rychły powrót pisany,
Z betonowych dróg, do Ciebie,
Matko, Twoje dzieci lgną.

Na początku było słowo,
Będzie i na końcu, jestem,
Poczuj me intencje, czuję,
Czujny jestem, Dzięki Bogu.

Betonowy raj, rozpada sie,
Lecz materie spowija światło,
To upóst miłości twej, piękna,
Nieprzenikniona, Matka.

Utuli grzeszników, kocha,
Gdy nie proszą, daje,
Gdy nie trzeba, obfitość,
W Tobie się zaczyna.

I w Tobie kończy się, szum
Cykl za cyklem się ponawia,
Na nowo łączymy się, bądź,
Być w Tobie to przetrwać.

Udowadniasz droga matko dzień za dniem.

Kocham Cię.






Wybraniec? Spowiedź.

Nie nazywaj mnie mistrzem, tym bardziej wybranym.
Społecznie kojarze się wówczas z człowiekiem wygnanym.
Na piedestał przegnany, wieczny uczeń nie rozpoznany.
Nikczemnie w zgubny potencjał słów uwikłany. Oddany.
Wybrany – równa się – w świadomości szaty odziany.
On pragnie wskazywać na potencjał ukryty w grupie.
Świadomie, wiernie kierunek ukazuje. Wolność kreuje.
Nie o zaszczyty w tych przemówieniach chodzi. Witalność.
On wsród ludu chce być, nie na czele. Pragnienie.
Z którym dorastał, dorasta, i wzrastać chce. Marzenie.
Informacja jak iloraz iloczyn się tutaj jawi. Uwolnienie.
Jakie równanie wybierzesz? Czy wzmocnisz? Znaczenie.
Czy podzielisz wspólny cel, w potencjale wpisany. Rozłam.
Alfabet społecznie doskonały, duchowo biedny. Podział.
Wskazówka wskazówki wskazówkami pogania. Ranga.
Nieporozumienia podsycają ” bliźniacy ” w słowie, po słowie.
Synonim – antonim, wspaniali w literaturze. Jednak błądzący.
Głębia głębi nie dorównuje w dwoistej naturze. Nieścisły.
Język więzienie nam tworzy, głos dąży do przestworzy.
Przemiany z czterema żywiołami tworzy. Dla przegnanych.
By Bliżej Boga stawiać swe kroki. Społeczeństwo milczy.
Gdyż głos mu oddaje. Pod ciężarem zadania, o pomoc prosi.
Bóg mu zbawienie w postaci trzech duszy przynosi. Wspólnota.
Każdy przynosi do sfory dary. Każdy wtajemniczony. Oddany.
Cztery siły niczym cztery żywioły. Bez siebie niosą troski.
W grupie ożywiają, z dumą do walki bez walki serce oddają.
I o złotym porządku Mistycznego Uniwersum pamiętają.
Społeczeństwo ogłupione, lecz mistyfikacją słów to okupione.
Pamiętajmy o tym, nieśmy słowo Boże. W ferworze tej walki.
Bo czyż Wybrany równa się w ” Hierarchi ” rozpoznany?
Duszę wybrane niczym ten polny kwiat. Wybranie kilku.
Nie oznacza, że się wkrada ich ocena na tle rodziny. Na szali słowo.
Siła nasza z ogniwa się bierze, tych spętanych słowem. Przymierze.
To o ich przybliżenie do Boga. Powstaje – Powstanie. Bliskość.
Ten czterech żywiołów krąg. Gdzie pora zrobić przestrzeń. Jednia.
Różnorodność. W oparciu o natury godność. Uwolnieni. Połączeni.
Indywiduum percepcji przemienia w wspólnote. Pamięć.
Odkrywa przeciwstawnych sił misterium. Przepraszam. Skrucha.
Od tego winien był zacząć. Ożywił przestrzeń iluzjom. Pokuta.
Ograniczając. Zapominając. O słów iluzji. Błąd w sztuce? Kadzidło.
Kamień milowy, dla zgubionych wędrowców. Światło – Się tli.
Wiem dokąd nie wracać, choć smutkiem okupione. Ból.
Przypomni o sobie, gdy na granicy błędu w sztuce. Rozstaj.
Dróg rozmaitych tam szlak. Bez duchowej mapy. Na manowce.
Prowadzi. Światło przy kamieniu milowym. Zgładzi.
Niekorzystny wybór, w zgodzie z jego wolą. Poprowadzi.
Te cztery równe dusze, niezrzeszona liga. Sojusz percepcji.
Doskonałe oręże. Co chodź różnym słowem Boga sławi.
W tym przymierzu, nic nam się nie przeciwstawi. Drogowskaz.
Milowy kamień, gdzie koniec tam początek. Dwie dłonie splątane.
Już Ci się więcej słowem nie przeciwstawie. Uwagę.
Zwracam jak mówisz, przywiązuj wagę do treści. Ja do emocji.
Wzrośniemy w spektaklu natury, teatr sztuk pięknych. Więź.
Gotowy się czuję, wiem, że Ty też, kamień milowy w twym sercu.
Ukazuje Ci inspiracji dreszcz, od Ciebie się zaczęło, przyłączam się.
Intuicja nie myli Cię, słowo przeciwko niej buntuje się. Raguil.
Już czujny, wyczulony na subtelność i kruchość twą. Ożywienie.
Pamiętasz mnie jeszcze Anastazio? To ja Marcin – przypomnienie.
Zapomnienie nastąpiło by powróciło, zjednoczenie, uzmysłowienie.
Scenariusz tu i teraz wspomnienia splata, empatia i uczucie wraca.
Do siostry roślin, do słów brata. Czekam tam i teraz, teraz i tu.
By w jedność stopić się, w końcu jesteś, przez spowiedź przedzierasz się.
Kocham Cię.

Stwórco, a gdyby kiedykolwiek w niezrzeszonej lidze przyszło mi bronić Twojej czci.
Uwagę skieruję na prawdziwie potrzebujących, obiecuje Ci.





Srebrzysta dusza

Niechaj wiatr niesie myśli…
Woda informacje…
Ziemia ukojenie…
Ogień manifestacje…

Boskie inspiracje

Duszo czysta, duszo barwna. Co Anielskią postać niesie.
Stań przed lustrem tego świata, przyjrzyj się dokładnie.
Co dostrzegasz? ~ Boskie dziecie, wdech i wydech Boga.
Powiadają drzewa w gęstym wietrznym lesie.
Na początku było słowo, iskra informacji.
Rozbłysła w archaicznym Anielskim umyśle.
Wachlarz informacji. Niech woda rozbrzmiewa.
Uwalniając od nadmiaru adnotacji.

Pragnę znaleźć ukojenie, w tym ferworze info – walki.
Jak cnotliwej prawdy dowieść? Ojcze otwórz przejście te!
Matko ziemio! Pomóż mi! Myśl ta wypełnia mnie.
Raz przeraża, raz inspiruje, jaką drogę obrać mam?
Chcę być wolny niczym ogień, rozpościerać się to tu to tam!

Powiedz mi zwierciadle wszechświata… Co na końcu drogi tej?
Jak odnaleźć się w tym materialno duchowym świecie?
Jak powrócić znów do Boga? I czy tylko na tym mu zależy?
W końcu po coś istniejemy, jaki jest nasz cel?
Powrót nieuchronnie oddala się, magazyn karmiczny…
Znów wypełnia karmą się. Dopomóż Boże…

Z Tobą tu i teraz nie lękam się, ufam Ci Ojcze.
Szeroko pojęty mistycyzm, prowadzi mnie.
Anielski szept podpowiada, synergia informacji!
Nie ślepy pęd, za nurtem mistycznych deklaracji.
Czy w zgodzie z Tobą był spisany? Czy wątek ego dodany?

W materii czas nieubłagany, nieprzekupny Kronos.
Gdzie kryje się cnotliwy Boski donos?
Grzechy popełniamy, nawyki utrwalamy.
Gdzie się kończy Twoja miłość?
A Zaczyna sprawiedliwość? Daj mi jakiś znak!

Jak rozróżnić ludzkie mistyfikacje?
Kto zarządza karmą? Kto Materią?
Kto porządkuje ich relacje? Wskaż mi info – satysfakcje!
Pragnienia z zmiennością ziemskiego spektaklu zderzają się.
Kto namiestnikiem porządku liczbowego jest?

Przyczyna i skutek – podpowiada wiatr…
Anielski Śpiew zaś – To trygonu wodny znak…
Szepty kniei – Matka daje znak, natura w zgodzie żyje…
Energia ognia dokonuje synergii, menifestuje się…
Subtelne połączenie czterech energii znów odnaleźć się chcę.

Inspiruje duszę, ego czterech władców tylko wykorzystuje!
Alchemia, mistycyzm, numerologiczne kreacje?
W jaką świadomość dziś odziać się?
Czy każda z nich Tworem wiecznej energi jest?
Która z cnót prawdziwie w tu i teraz jest?

Wnet! Przebłysk intuicji srebrzystą duszę odnajduje!
Inspiracja triumfuje! Moc intencji, magia, czar.
Na początku było słowo, ot co! Boski dar…
Postanowienie mocne i trwałe zrodziło się…
Nadzieja nie umiera, ziemski scenariusz odmienia.

Tu i teraz, codziennie dwie świece dla Matki i Ojca zapalać chcę…
Tak postanawiam! Że dzięki temu odnajdę się…
Fioletowa świeca w srebrnej kolumnie dumnie stoi…
Dla dusz zagubionych z intencja powrotu…
Niczym dla zagubionego wędrowca, przy oknie, po zmroku…

Zaś dla Ciebie Matko i Ojcze, rozpalam wyjątkową świece…
Gdzie Czterech władców znów spotyka się, niech intencja…
Cnotliwie…
Tu i teraz…
Wypełnia się

Dla Was, dla Ciebie piękna matko…
I dla Ciebie majestatyczny Ojcze…
Wznoszę swe serce do góry…
Mury upadają… Cnotliwe wspomnienia…
Dzięki wzniosłej intencji…

Powracają.

W elastyczną szatę świadomości mą duszę ubierają.
Ograniczenia w możliwości przemieniają.
Jestem kroplą co do oceanu powrócić chcę.
Jestem wiatrem co mą wolność objawia.
Jestem ziemią co lekki krok mi daje.
Jestem ogniem co nowe życie nadaje.

Dziękuje, niechaj się stanie.

A dla Ciebie duszo co czyta manifest ten, niech dreszcz Cię przeszyje odmieniając w tu i teraz Twój ziemski teatr marzeń, nadając mu nowy zew. W zgodzie z naturą czterech władców przemiany wszechświata – Anielski śpiew.

I tak też się stało, radujmy się.
Wiatr – niesie nam intuicje.
Woda – komunikacje.
Ziemia miłość.
Ogień – kreacje.

Tu i teraz
Na zawsze
I na wieki
Boskie przemiany i inicjacje.









O niej, dla niej… Dla Ciebie

…Chodź i bez lęku przytul się, czekałem na Ciebie by w jedność znowu stopić się…

W końcu jesteś…

Kocham Cię

Panie Boże – dziękuje Ci zbawco
Za połączenie…
Z bliźniaczym płomieniem
W którym odnajduje bezwarunkowe
Ukojenie, zbawienie, uziemienie.

Wyzwolenie.

Tu i teraz jesteśmy dla siebie.
Choć daleko, to czuję Cię blisko.
Twe namiętne spojrzenie.
Serce się raduje, że Bóg nas miłuje.
Bo jak wyjaśnić ten wspaniały czar
Emocji dar, wcześniej poniekąd…
W miłości pogubieni.
W prozie życia uwięzieni.
Nareszcie… W końcu!
Odnalezieni… od pierwszych chwil.
W siebie wtuleni, rozmarzeni.
Rozum szalał, a ciało wiedziało.
Dlatego uciechom się tak
Chętnie oddawało.
Miałaś rację, ciało nie kłamie.
Ot co!
Boskie wspaniałe kreacje.
Dusze na taniec uczuć pozwoliły.
Pamięć o naszych poprzednich losach
Uwolniły. Poszukiwania odmieniły.
Tyle samotnych dróg, by odnaleźć się.
Pierwszy dotyk, zaciekawienie.
Zdumienie, pamiętasz?
W oczach ogień.
W emocjach wiatr.
Powietrze dech w piersiach zatykało.
Raz ku ziemi, raz ku niebu wciągało.
Pierwszym pocałunkiem w powietrzu
Pachniało, to narastało.
Wszystko wirowało.

Pojawiła się przestrzeń…
Cisza cichą ciszę wyłoniła


Tu i teraz – już wnet głucha cisza nastaje.
Przestrzeń na szept natury się otwiera.
Witaj matko, powiedz co Cię tak rozwesela?
Pragnienie życia się was rozpościera.
Na nowe emocje otwiera.
Gdzie akceptacja siebie, tam miłość.
Uwolnienie. Odrodzenie.
To Ojca raduje, szczęsie wam zwiastuje.
Uczucie to w Was Boski pierwiastek
Pięknie pielęgnuje.
Wibracje cudu tego świata podnosi.
Nowe spostrzeżenia i manifestacje
Przynosi, do Boga intencje zanosi.
Magiczne kreacje, świadomości
Nowe szaty dla was kochani.
Jesteście swym dopełnieniem.
Stąd to spokojne uniesienie.
Pilnuj jej i strzeż niczym
Od Uriela informacji.
Jej głos mym orężem, w walce o naturę.
Przywracam sprawiedliwość.
Zachwianą równowagę.
Boską kulturę.
W istotach roślin.
Zmiany dla zmian.
Błogosławie dla was ten stan.
Idźcie moje dzieci, prowadzimy was.
Z miłością obserwujemy, każdy wasz plan.

Dziękuję Ci Matko dziękuje Ci ojcze.
Moja protekcja niczym doskonałe ostrze.
Wykute argumentami, skrajnie lśniące.
W naszych żyłach pulsuje rytm zwycięstwa.
Wskrzesimy w ludziach barwy.
Niekonkurującego społeczeństwa.
Gdzie z duchowością w za pan brat.
Odbudujemy ten piękny.
Lecz gnijący świat.

Kocham Cię najdroższa…
Tylko Twój.




O zagubieniu i odnajdywaniu się…

Tak Cię widzę… Wróć…

Piękny tekst który przepłynął pewnego czasu w tu i teraz, przez równie piękną duszę…

Ivi dziękuje, że jesteś…

” Czy naszym przeznaczeniem jest przemijanie w pogoni za stabilizacją i dobrobytem? Czy ktoś pragnie, aby w życiu nie mieć nic, a w zamian mieć wszystkie uczucia, jakie ludzkość zdołała w sobie zebrać? Marzyła o uczuciu, które zawładnie całym jej życiem, ale tak niewielu potrafi mu się oddać zapominając o codzienności. Czy to miała być ta nadrealność, na którą czekała? Marzenie, że zbliży się do nieba, do którego żadna ręka nie sięga. Czekała na dzień, kiedy zamiast słońca obudzi ją gorące uczucie.
Można przemierzać świat szukając przygód, poznając nowy wymiar kultur i filozofii. Można piąć się do celu po drabinie kariery. Można w domowym zaciszu codziennie brudzić się mąką i śmiać się ze zbitej szklanki. Można dolecieć na księżyc, a można co wieczór na wilgotnej trawie oglądać gwiazdy. Czy to właśnie szczęście ? Czy to droga, którą nazywała prawdą do przeznaczenia? Ona jest naszym przebudzeniem, darem jak dla ślepca wzrok. Wydawałoby się, że czymś zwykłym jak każdy wschód słońca, jak latem kwitnąca i pachnąca łąka. Niedostrzegalna, bo zbyt naturalna. Niedoceniana, bo powtarzalna.
A gdyby kwiaty przestały zakwitać, gdyby wschód słońca zastąpiła niemoc i mrok? Mały stałby się nasz świat i wszystko co przedtem byłoby szczęściem, wszystko co potem nadzieją przeszłości. Jak mała i krucha się stała, po wielkiej i wzburzonej rzece pływa. Wyciąga drżące ręce do przodu i szuka silnej ręki, która ją pociągnie i zaprowadzi w nieznane, gdzie być może jeszcze gorzej. Drży, sama, bezradna, czeka aż zacznie się przedstawienie. Aż ktoś stąd ją wyciągnie. Naiwna, ufna, już bez lęku, gotowa na podróż w najdalszą krainę – w otchłań życia.
Widzieć wciąż opadające liście, pozwolić by wszystkie kwiaty przekwitły, by słońce schowało się za horyzontem. W ciemnej Sali ludzkiego losu wypatrywać pierwszego światła, drobnego gestu, który wszystko rozpocznie. Na nowo się zacznie. Szczęście, które na chwilę umarło.
Czasy dla marzycieli zawsze są trudne. Chciała zamknąć się w świecie imaginacji, nieuzasadnionej zmysłów konstelacji. Być nierealnym i niewidzialnym, topić się w zdarzeniach nieracjonalnych – zamknąć się tak, by nikt jej nie widział. Unikać spojrzeń. Schować głowę w błękitne chmury, iść za rękę z promieniami słońca – wtopić się w bezosobowy tłum dwunogich istot. Nie było dla niej szarości dnia, tupotu stóp, zmarzniętych spojrzeń. Kolorowała świat, lecz z tak niewieloma osobami podzielić się nim chciała. Z radością lęk mieszała, że ktoś inaczej farby rzuca, barwy zmienia. Wchodziła i szybko odchodziła. Czuła ciepło, ale nigdy nie gorąco uczucia. Wolność i niezależność lecz niewolę własnego umysłu. Wymykała się po cichu, gdy tylko coś mogło ją zatrzymać, a przecież tak bardzo pragnęła Tej ręki, która zaprowadzi ją tam, gdzie jeszcze nie była. Przeczyły słowa myślom, rzeczywistość wyobrażeniom.
Czasem wydaje się nam, że jakaś wewnętrzna siła karze nam czuć tak a nie inaczej. I nawet gdybyśmy bardzo chcieli i pragnieniem tym wszystko przezwyciężyli, nie potrafimy – ugiąć się przed tym co w nas, a może obok nas zupełnie. Czy to medium wywiera na nas taki wpływ, czy to właśnie powodowało, że wszystko wydawało się jej takie inne, choć tak prosto wyglądało. Wpadamy na ludzkie ciała, ocieramy się o siebie, czujemy ich drżenie, ciepło i delikatne muśnięcie. Zostajemy z pragnienia, ale wiecznie czuwamy tylko, gdy …
Urwały się jej słowa, łzy spłynęły niezauważone, powróciły krótkie obrazy, jak czarno – białe zdjęcia.
Wciąż uciekała, wciąż coś chowała, wciąż czekała, ale czy nadrealność, której wypatrywała w ogóle istniała?
Miłość szalona, harmonia pragnień i rzeczywistości. Doskonałe połączenie, które pozwala sięgnąć świata absolutu. Nie potrzeba definicji, bo w każdym twierdzeniu zbyt dużo racjonalności. Tylko to mogło uwolnić ją od lęków, snów przedziwnych, samotnego echa bijącego się we wnętrzu upadłego ciała. Ubrani jesteśmy tylko w szaty ze skóry, które się zedrą, stracą blask nowości, a pozostanie byt wieczny – światło wszechświata. Pragnienie równowagi z nim, dialogu słów zrozumiałych to zaprowadzić ją miało do prawdy . W niesłyszalnych szeptach nas samych kryje się lekarstwo zrozumienia istnienia i naszego przeznaczenia. Bezszelestnie siadała i słuchała.
Wyspo bezludna naszego jestestwa, drzewie co szumisz, deszczu co od ziemi się odbijasz, wodo co o brzegi się obijasz mów, mów głośniej i wyraźniej. Czymże są twoje odgłosy, gdzie duszy mej skrawek schowałaś ? Prowadź do miejsca, gdzie światło umysł oślepi. Roso poranna co nagie ciało spowiłaś, ptaku co świergotem swym świat okrążasz, nadziejo upragniona.
Tracę balans z rzeczywistością !
Była w tych chwilach gdzie indziej, gdzie materialny świat nie sięga. Forma czysta – bez kanonu zasad, rygoru symboli interpretacyjnych – wyzwolona.
Biegła coraz szybciej, stopą bosą, po trawie wilgotnej. Wiatr ją porywał. Aleje drzew, coraz wyższych, ponad niebo sięgających, drogę zaczęły okrążać. Światło pomarańczowe przez zielone liście się przedzierało. Wrzosowisko w barwach tęczy się iskrzyło. Rzeka spokojna z koryta wodę zaczęła wylewać. Krainę ludzkości nadrealność spowiła. Istot żywych powieki zamknęła i przemówiła. Ciiiii.szszszszsz.aaaaaaaa. Melodia, której barwę kolorowy niesie wiatr.
Czuła na dłoniach chłodny powiew nieznanej przyszłości . Myśli rozdarte, czarami zaklęte. Magia teraźniejszości przedmioty odkrywa, zrozumiały głos z nich wydobywa. Biegła ulicami, w myślach kroki gubiła. Jak niewolnicy losu wciąż tą samą ścieżkę przemierzamy. Tam. I z powrotem.
Jak sznurkiem przywiązana, wciąż w to samo miejsce wraca. „

Ulotność…

Obraz – Ulotność

Ulotność

Interpretacji przewrotność.
Przemijanie. Uważności czas.
Jest na zewnątrz i w nas.
Patrz sercem, nie zmysłami.
Wznosimy się ponad ograniczeniami.
Kruchość życia tu i teraz dostrzegamy.
W doświadczeniu odnajdujemy moc.
Dzień czy noc, noc czy dzień?
Jedność. Subtelność.
Pewność tej niepewności.
Dążymy do zmiennej trwałości.
Ów proces znowuż przynosi…
Znamiona ulotności.
Nic nie jest stałe.
A jednocześnie jest.
Tajemnicą owiany.
Ten beztroski kres.
Tylko dusza rozumie.
Tych słów sens odnajduje.
Ich wiotkość i lekkość.
Wiąże ze sobą odrębność.
Po za pięcioma zmysłami.
Poruszamy się z interpretacjami.
Produkcja. Dedukcja. Przekaz.
Przyswajanie. Rozkwitanie.
Kontemplowanie.
Nurt tych słów, we mnie płynie.
Sceniczny opis.
Umysłu ” rękopis „
Ulotność i jego konwencja.
Wyłania się tu i teraz.
Płynie z serca. Do serca.
Przedziera się.
Z wdziękiem ” uderza Cię „
Piękny wpływ wywiera.
Inspiracji adnotacje.
Umiłowane kreacje.
Wzrost i manifestacje.
Przelotne afirmacje.
Przepędzają konsternacje.
Dla ludzkości pisane.
Szaty w bieli.
Ulotność traci czar.
Powraca do nas ów dar.

WoW !









Nieoszlifowany diament…

Recytacja 29-11-38
Tylko światło może rozświetlić mrok…

https://ozdz11.home.blog/2020/04/22/oszlifowalem-diament/ – 2 część

Z ciemnością tu i teraz, ramię w ramię z Urielem walczę.
Z protekcją światła, gotowy duchem, gotowy do drogi.
Gdybym jednak na tarczy miał wrócić.
Przepraszam.
Przebaczccie mi moi przyjaciele, moi drodzy, za wyrządzone wam
krzywdy, za brak pomocy. Ciemne to byly dla mnie dni.
Zmeczone cialo me.
Znowu sie podnoszę, powstaje, intencją uderzam w nich!
Argumenty nasycone finezją i wachlarzem informacji!
Cios poprawiam.
To dopiero poczatek, skupiony ku swej legendzie krocze.
To nie tylko ja! Jest nas wiecej, wyczuwam ich –
od gór w Zakopanem, aż po piaszczyste wydmy Westerplatte.
Moje informacje stoją już gotowe na liniach frontu.
Nadciagaja posiłki, dziękuje…
Za gotowość, dziekuję, że to dziś jest ten dzień, nareszcie! W końcu!
Inspiracjo, dziękuje, że jesteś, tak licznie zgromadzona.
Zabiegam o Ciebie na każdym polu. Czekajac na ten
kojący dreszcz gdy wchlaniam Cię. Boś Ty ma nadzieją.
Mym wybawieniem.
przyjdź do mnie z pokorą Gandiego. Z czystością i siłą jak u Watts’a.
Na czele z poczciwym kreatywnym Mckenna.
Moi idole duchem ze mną. Niebezpieczny kocioł informacji tu mam.
Obym tylko do walki za skrzywdzone społeczeństwo
z dumą i miłościa w sercu wstał. Z otwartą przyłbicą
od dawna waszym śladem podążam, jestem świadomy.
Niczego nie lekceważę.
W tej bezinteresownej przeprawie.
Przez waszych układów koligacje, na gnijących kościach
tego świata, majątki i malwersacje. Pomiędzy wierszami czytam.
Dlatego przejścia i obejścia na was szukam.
Jestem dostarczycielem surowej prawdy – co falsz w blasku empatii topi.
Moc stu slońc, wpadając najjaśniejszym światlem, do stóp
waszej kreacji, waszej utopii.
Jałowe działania. Pfff! Czym ze jest
wasza gloria?! Tam w tle w kulisach i statystykach.
W obliczu długości życia wszechświata – cykl za cyklem się ponawia.
Feedback dla nas wysłanników Boga. Chwilowe victorie…
Dla was.
Wy!
Kasty, dynastie i inne mroczne partie!
W obliczu Boskiego planu szans nie kupicie!
Sił natury jak zagubionego człowieka nie przekupicie.
Szemrane wynaturzone bandy! Ponura parada.
Boskie zastępy licznie na was czekają. Za długo
sterujecie tą pionków zgrają, szala na naszą korzyść się przechyla.
Z inspiracją i świadomoscią kroczymy.
Ja i moja niezrzeszona liga.
Wsparcie duchowe od swych nauczycieli mam.
Nie martwcie się, wypełnimy ten nasz zacny Boski plan.
Więc próżne wasze swawole bękarty – wygrywacie tylko bitwy!
Szykując się na zwycięstwo w wojnie, kurtyna wam opada.
zegar tyka. Pozornego czasu – nie zoorganizujecie już więcej – Haha!
Ja rozdaje karty, bestio zgadnij co? Mamy asów więcej!
Wsparcie natury, energie z nami podażają – co najmroczniejsze
charaktery przepędzają. W międzyczasie my na waszych tyłach żwawo
z informacją się skradamy. Daremne wasze triumfy. Karty wam się kończą.
To chyba kpiny! Przerost ego – megalomanie wyczuwam!
Festiwal zapędów w batalii o ludzką nie-wiedzę. Debile!
Toż to nie wiecie? Że nic nie przepada bez śladu w tym świecie?
Oświeceni, pff, blaskiem swojego ego, tak to leci drogie dzieci.
Wiedźcie kto skrzywdził waszych rodziców, kto im tak
przyganial, że aż serce się kraja, jak pomyśle, gdzie
czas mieli swojego dorastania. Z duma padam przed wami na
kolana. Moi rodacy, moi bracia, moje siostry.
Co na kolanach czerwoną flagę z bólem i krwią
wyszarpali wrogiej władzy, odciągając niecny i zdradziecki plan na długie lata.
Odcisnięte piętno tresury, w tych strudzonych umysłach
jeszcze się goi. Pozostanie blizna, ale za to! Po was tylko zły sen!
Nie wierzycie?! Może założymy się?! Lecz w tym zakładzie.
Przybieram postać kata – który swój oręż sprawiedliwości.
Wyciągnie z czeluści morza smutku i łez naszej społeczności.
Jak widzisz bestio zastęp asów mam! Żegnajcie Skurwysyny.
Jestem światły – na nic już wasz plan, więc radzę wam!
Lękajcie sie! Bo jestem rozpędzony w drodze po apostolstwo. Mój Ostateczny cel.
38 ( Numerologia ) w chwale zmierzam po Ciebie – I dumnie wypelnię swoje przeznaczenie.
Zmierzam powoli, wedrówką rozkoszując się. Mijam szczęśliwych ludzi.
Tu i teraz nigdy nie było przyjemniej, ach chwalebny to zwycięstwa dzień.
Dziś będzie cudownie, gdyś wyczuwam blisko Cię, kobieca i namiętna.
Moja miłość – bratnia dusza. Odnaleźliśmy się. Chodź, i bez lęku przytul się.
Czekałem na Ciebie by w żarze tych uczuć w jedność stopić się, w koncu jesteś.
Kocham Cię.
Panie…
A gdyby kiedykolwiek Boże przyszlo mi bronić Twojej czcci – W polemikę z miłością stanę z każdym – Bez zakładów i przekleństw. Obiecuję Ci.